7 listopada 2018

Październik w kadrze


I tak zleciała kolejna kartka z kalendarza...Październik. Jednak od ostatnich kadrów minęło aż 4 miesiące, dlatego dziś nie ograniczę się tylko do października, a pokażę Wam co u nas się działo przez ten czas. A był to czas ogromnych zmian w naszym życiu, przez co też, prace remontowo-budowlane trochę na tym ucierpiały, ale tylko troszeczkę :P


W lipcu dzięki dodatkom udało nam się trochę ocieplić sypialnię w której zawisły w końcu zasłony, a przy łóżku stanęły stoliki nocne wraz z lampkami.

Pokój dla Oliwki został dopieszczony.

19 lipca zostałam mamą Małej Księżniczki.

Pierwsza nieprzespana noc Biszkopta :)

A to kolejna :P


Początkiem sierpnia mogliśmy się cieszyć skończonym wejściem. W końcu nie musimy skakać po paletach. Jestem dumna z męża bo ganek wyszedł naprawdę pięknie. Pomysł na zrobienie go z drewna był męża, ja do końca upierałam się nad zrobieniem go z płyt betonowych. Jednak teraz nie wyobrażam sobie innego wejścia :P

W takcie prac:

I po pomalowaniu:

W wrześniu nasza rodzina znów się powiększyła ...Dołączyła do nas kotka Tarta. I tak zostaliśmy czteroosobową rodzina patchworkową :P A jeszcze w maju byliśmy tylko we dwoje.

Biszkopcik jak widać trochę jest zazdrosny o kotka :P 

Ale mimo wszystko się w końcu polubili i uwielbiają ganiać po całym domu bawiąc się w berka :D lub po prostu, razem patrzeć w tym samym kierunku...


Pojawiły się kolejne lampy. Po długich poszukiwaniach (prawie rok) w końcu kupiliśmy lampy, które zawisły w łazience nad lustrem. Natomiast plafony zewnętrzne kupione były już dawno temu, ale w końcu udało się je zamontować.

Biszkopt doczekał się w końcu porządnego legowiska. W końcu pożegnaliśmy kocyk i materacyk z przedpokoju, który wyglądał lumpiarsko :P

Tarta również polubiła nowe legowisko :)

06 października przeżyłam najgorszy dzień w moim życiu...Nigdy nie najadłam się tyle strachu co wtedy. Jedyny dzień od narodzin Małej, kiedy zostałyśmy same w domu i akurat wtedy musiała przyjść choroba.  Czułam się słaba i bezbronna. W szpitalu spędziłyśmy tydzień. Tydzień w którym oddałam się w 100% dziecku. Nie musiałam dzielić jej czasu z sierściuchami, domowymi obowiązkami, blogiem... ten czas był tylko dla niej. Jednak dopiero teraz Mała wróciła do pełni sił i w końcu mogę odetchnąć z ulgą. 
Ten czas nauczył mnie kilka rzeczy: ogromnego szacunku dla samotnych matek i rodziców dzieci ciężko chorych; sama zaś stałam się pewniejszą i silniejszą matką.

Po powrocie do domu zaprojektowałam jej i "wykonałam" takie oto skrzydełka, które zawisną w pokoju Oliwki.


Końcem października zakończył się projekt "chodnik". Tu znów jestem bardzo dumna z męża. Wprawdzie pomysł był mój, ale wykonanie mężowskie. Koszt takiego chodnika jest niewielki, a efekt bardzo ciekawy. Do pełni szczęścia brakuje tylko pięknej trawki.

A tak nam urósł Biszkopcik. Jest to już wielkie psisko, ale nadal z małym rozumkiem :P Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze w czerwcu wyglądał tak:

Jesień rozpieszcza nas w tym roku :) Oby była piękna jak najdłużej...

Teraz już zaczynam myśleć o świętach. Mam w planach zrobić wigilię u nas. Trzymajcie kciuki by stół i krzesła, które zamówiłam były na czas :P Będą to magiczne święta, nasze pierwsze święta w nowym domu, z nowymi członkami rodziny...Nie mogę się już doczekać zapachu pieczonych pierników, obieranych pomarańczy, ubierania choinki...Ach... 


7 komentarzy

  1. Czytam Twojego posta i się uśmiecham:) Tyle dobrych wieści dla nas masz.
    Agata, przede wszystkim GRATULUJĘ Wam z całego serca! Macie cudowną córeczkę, śliczny dom i fajne zwierzaki. Jak sama piszesz, tyle zmian w tak krótkim czasie. Oj widzę, ze działo się u Was ostatnio!:)
    Pokój Oliwki jest prześliczny, podobnie jak ona sama. Ale jaka ona duża! Na zdjęciu z tatą wygląda jak moja dziesięciomiesięczna Tola. A skrzydła zrobiłaś jej genialne.
    Co do szpitala to wiem co przeszłaś, bo ja również trafiłam z moją małą do szpitala, gdy ta miała niespełna 3 miesiące. Dużo by pisać na ten temat...
    A wracając do Waszego domu, no po prostu pięknie tam jest. Pokój dziecka mnie naprawdę zachwycił, wejście też rewelacyjnie Wam wyszło. Jeszcze raz Wam granuluję i pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu za tyle miłych słów :) Pokój Oliwki urządzałam w samej końcówce ciąży. Wówczas ledwo mogłam ubrać skarpetki, ale skakałam po drabinie malując te gwiazdki :P Oliwka na zdjęciach wygląda na dużą, ale faktycznie jest drobniutka. Jak się urodziła miała 2.8kg i 49cm, a teraz ma 62cm.
      Z szpitalem to czuję, że rozumiesz mnie doskonale, Oliwka miała dokładnie 2.5 miesiąca, a to co się działo i co czułam to trudno by było opisać słowami. Na szczęście mamy to już za sobą :) Mam jeszcze kilka pomysłów na dekoracje do jej pokoju, muszę mieć tylko chwilę by siąść przed komputer i je w końcu zaprojektować. Mam nadzieję, że również się spodobają :)
      Co do domu to dziękuję z całego serca, ale jeszcze jest bardzo dużo do zrobienia. A głównie brakuje w nim dodatków (dekoracji, zasłon, dywanów), czyli wszystkiego co sprawia, że dom wydaje się ciepły i przytulny. Ale wszystko w swoim czasie...

      Usuń
  2. Dom wygląda super! Widać, że nabiera charakteru, a dodatki i detale tworzą cudowną atmosferę i klimat w pomieszczeniach. Ciekawa jestem efektu, gdy już zakończą się pracę :) Skrzydełka dla Oliwki są przecudne! A takiego psiaka jak Biszkopcik chętnie przygarnęłabym do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Dodatków akurat to nam brakuje w domu, ale ciągle coś ulepszam by dom w końcu był skończony i przytulny. Biszkopt jest kochany, ale teraz co się dzieje to masakra :P okres linienia...Odkurzanie domu dwa razy dziennie, a i tak sierści jest wszędzie pełno ;(

      Usuń
  3. Dla takich lokatorów aż chce się urządzać dom. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie urządzona sypialnia i ogólnie cudowny dom :)

    OdpowiedzUsuń

Razem tworzymy to miejsce! Będzie mi miło jeżeli na koniec pod wpisem zostawisz komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka :)

TOP