4 października 2018

Budowanie zimą - tak, czy nie?


Mamy okres jesienno-zimowy i pewnie wielu z Was zastanawia się czy w ogóle opłaca się zaczynać teraz budowę, a jeżeli tak to na jakim etapie skończyć. Czy może lepiej poczekać do wiosny? Dziś postaram się przedstawić naszą opinię.

Jak już wiecie pierwszą łopatę wbiliśmy 6 października, o czym wspominałam w poście „Rok budowy w kadrze”, czyli zaczynaliśmy budowę właśnie w okresie jesienno-zimowym. Dopiero w drugiej połowie listopada udało nam się wyjść z ziemi. No i nastała konsternacja, co robimy dalej – budujemy dalej, nie wiedząc kiedy przyjdzie zima i jak będzie ona ostra, czy czekamy do wiosny.

Muszę na początku zaznaczyć, że nie zależało nam na bardzo szybkiej budowie. Mimo iż mieszkanie wynajmujemy i płacimy czynsz. Myśleliśmy, że budowa zajmie nam 2-3 lata.
Pewnie teraz zastanawiacie się co nas pokusiło, żeby jednak zaryzykować i budować dalej? Po pierwsze apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie ukrywam, że możliwość zamieszkania jak najszybciej na swoim było niezwykle kuszące. Po drugie, wszyscy wiemy jak wygląda pogoda w Polsce. Jednym słowem jest nieobliczalna. Zima mogła być łagodna i przyjść późno. Nie raz zdarzyło się, że mieliśmy białe święta, ale Wielkanocne! Więc słowo wiosna, to znaczy kiedy? Marzec, kwiecień, maj?

Kolejna sprawa to fakt, że zimą mało kto buduje. I ekipa ma więcej czasu i niektóre materiały są łatwiej dostępne i tańsze, więc jeżeli zima byłaby łagodna to zyskujemy pół roku.

Po rozmowie z naszą ekipą budowlaną zdecydowaliśmy, że budujemy dalej. Oczywiście bez ciśnienia. Jeżeli było mroźno, ekipa nie pracowała. Jednak wiele było takich dni, gdzie w ciągu dnia mogli porobić coś chociaż przez kilka dni. Jako, że murowanie na zaprawie byłoby ryzykowne, zdecydowaliśmy się na murowanie ścian na piance Dryfix, o czym więcej pisałam TUTAJ.

Samo stawianie murów idzie naprawdę bardzo szybko, zaledwie kilka dni i stały. Dużo czasu zajęło jednak przygotowywanie pod strop monolityczny. Deskowanie, zbrojenie – zajęło ekipie ok. miesiąc czasu. Do tego dochodziły święta, a w tym momencie czas nas trochę naglił bo będąc na tym etapie dobrze zalać strop i na takim etapie skończyć budowę. Beton i tak musi dojrzeć, więc przerwa technologiczna jest potrzebna. No i udało się! 30 grudnia był na tyle ciepłym dniem, że przyjechała gruszka i zalaliśmy strop. Teraz potrzebowaliśmy kilka dni, żeby temperatura w nocy nie spadła poniżej -10st. Dopiero po tygodniu odetchnęliśmy z ulgą.

A zima przyszła i to jaka! -30 stopni. Śląsk pobił rekord, nawet w Suwałkach, czy Zakopanem było cieplej. Nie ukrywam, że tak silne mrozy nas martwiły, przecież niedawno zalaliśmy strop, baliśmy się że coś popęka. Co kilka dni sprawdzaliśmy stan budowy. Na całe szczęście nic nie popękało, beton się nie łuszczył. A zima powoli puszczała.

Cały styczeń beton sobie powoli dojrzewał, a plusem zalania go w zimie to fakt, że nie musieliśmy go pielęgnować, czyli podlewać. W lutym, gdy tylko pogoda pozwalała nasza ekipa powoli rozbierała szalunki i murowała kolejną kondygnację. Takim sposobem udało się zakończyć SSO w marcu. Ostatnie dni marca zostały wstawione okna, drzwi i brama garażowa, by stanem surowym zamkniętym wkroczyć w kwiecień.

Takim sposobem na wiosnę mieliśmy już SSZ. Zima iż bardzo ostra nie wyrządziła nam szkód.


Jak widać jesteśmy przykładem na to, by nie bać się budować zimą. Wystarczy być ostrożnym i nic nie robić na siłę oraz codziennie śledzić pogodę :)


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Razem tworzymy to miejsce! Będzie mi miło jeżeli na koniec pod wpisem zostawisz komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka :)

TOP