7 października 2018

Blaski i cienie budowy domu


Dziś post słodko-gorzki. Czytajcie go z przymrużeniem oka, ponieważ niektóre opisy będą lekko przesadzone, jednak musicie zdawać sobie sprawę, że budując dom Inwestor ma jednak więcej powodów do łez rozpaczy aniżeli wybuchów radości. Budując dom nie raz usłyszycie „Super”, „Ale wam dobrze”, „Zazdroszczę” itp. Jednak, czy aby naprawdę jest czego zazdrościć?


Pieniądze

Odwieczny ich brak doskwiera prawie wszystkim budującym, niezależnie od systemu w jakim się buduje. Większość Inwestorów buduje z kredytu, wiążąc się z bankiem na kilkanaście, a częściej na kilkadziesiąt lat.
Ci co kredytu nie biorą często budują z pomocą finansową rodziny. Znacie reklamę ING w której chłopiec pyta swoją mamę: „Dlaczego wujcio Pawcio przy babci Marynce robi się taki malutki, na co mama odpowiada: „Bo babcia go trzyma w kieszeni. Nic dodać, nic ująć.
Jest jeszcze trzecia grupa „szczęśliwców”, która na budowę domu wydaje wszystkie oszczędzane latami pieniądze. Często odkładali każdy grosz z wyrzeczeniem sobie innych przyjemności.

Kompromis

Lubicie iść na kompromis? Pewnie nie, bo kompromis to coś co tak naprawdę nikogo nie zadowala. Ale niestety jeżeli nie wygraliście w totka i nie macie milionów na koncie to musicie polubić słowo „kompromis” bo podczas budowy będzie Wam towarzyszyć na każdym kroku. W przeciwnym wypadku może się okazać, że w połowie budowy Wasze źródełko nagle wyschło.

Wakacje

Jakie wakacje? Na czas budowy zapomnijcie o wakacjach. Nie mówię tu o jakimś krótkim wypadzie w góry, czy nad morze, ale o prawdziwych wakacjach, takich w ciepłych krajach z drinkiem z palemką w ręku. Wiem, że niektórym Inwestorom udaje się udać w podróż, jednak zdecydowana większość może o wakacjach jedynie pomarzyć. No bo i czasu i pieniędzy brak.

Matematyka

Mam nadzieję, że lubicie matematykę. Bo cała budowa to liczenie. Najpierw liczy się materiał, później ile musimy na niego wydać. Liczymy czy wydając teraz na lepsze okna, starczy nam na wymarzoną kuchnię. Lepiej, żebyście się gdzieś nie machnęli, bo zapominając o jakimś etapie za „tylko” kilkanaście tysięcy złotych, możecie zapomnieć o nowych meblach.

Zazdrość

Zazdrość jest negatywnym uczuciem. Nie mówię tu o zazdrości typu „Ale fajnie, ale wam zazdroszczę” tylko o zazdrości, a wręcz zawiści z jaką spotyka się coraz więcej osób budujących. Nie brak „życzliwych” sąsiadów „umilających” nam miejsce w którym zamierzamy spędzić najbliższe kilkanaście-kilkadziesiąt lat wyzwiskami, nagonkami, donosami. Osób, które zniszczą Wam dom wybijając okna, by mieć na piwo, gdy uda im się sprzedać za kilkadziesiąt złotych sprzęt warty znacznie więcej. Nie brak też najzwyklejszych wandali, którzy wybijają okna, piszą sprayem po nowiutkiej bramie garażowej.
A jakie są powody takiej zazdrości: bo jesteś obcy, bo masz ładniejszy dom, bo w ogóle stać Cię na budowanie się, bo styropian którym ocieplasz wleciał na jego podwórko, bo twoja ekipa przeklina, bo nie chce mieć sąsiada. Takich błahych powodów można by było wyliczać w nieskończoność.

Znacie może słowo jakim można wyrazić „zazdrość w pozytywnym znaczeniu”? Jeżeli tak to dajcie koniecznie mi znać.

Związek

Budowa domu to okres w którym Twój związek będzie wystawiony na próbę. Stres, zmęczenie fizyczne i psychiczne, brak pieniędzy, nieraz głód bo nawet nie ma kiedy zjeść – powodują, że jesteśmy źli i wdajemy się w kłótnie. A kłócimy się naprawę o wszystko jaki kolor ma mieć dach, jakie klamki okienne itp, czyli o rzeczy na które normalnie nawet nie zwracamy uwagi. Teraz dochodzą do rangi być, albo nie być.

Jedzenie

Budując dom lub wykańczając go własnymi rękami nie ma za bardzo czasu na gotowanie i pilnowanie diety. Jemy na szybko w pośpiechu lub nie jemy cały dzień, a kalorie uzupełniamy sobie na noc zapychając się byle czym. Nie obce Inwestorom są zupki chińskie, dania instant, czy pizza. Czyli samo zdrowie prawda?

Zdrowie

Stres i wysiłek fizyczny robią swoje. Ból pleców od podnoszenia niemałych ciężarów, szyi od malowania sufitów, nadgarstków od machania pędzlem, czy wałkiem. Wdychanie pyłu budowlanego, odurzanie się różnego rodzaju rozpuszczalnikami i farbami.

Uroda

Kobitki muszę Was zmartwić bo podczas budowy, czyli przynajmniej przez rok będziecie się czuć nieatrakcyjne. I co gorsza będzie to prawda. Nie ma czasu na fryzjera, kosmetyczkę. Na manicure szkoda nawet czasu bo i tak nie wytrzyma jednego dnia na budowie. Jedzenie byle czego odbije się na Waszej figurze.

Hobby

Macie jakieś hobby? Nie? To idealnie, bo i tak nie ma czasu na takie rzeczy.


Podane opisy dotyczą głównie osób, które budują się systemem gospodarczym.

A jak to wyglądało u nas? No więc faktycznie byliśmy zmęczeni zarówno psychicznie jak i fizycznie. Nawet się za bardzo nie kłóciliśmy bo nie mieliśmy na to sił :P Mąż przez długi czas uskarżał się na ból pleców, a ja miałam wszędzie siniaki i nawet nie wiedziałam skąd się biorą. Czułam się nieatrakcyjnie. Szkoda mi było tych kilku godzin spędzonych u fryzjera. Na zupki chińskie mieliśmy już awersje, więc przerzuciliśmy się na pizzę :P

Mieszkamy już kilka miesięcy, ale ciągle coś robimy, wykańczamy.  Ciągle liczylmy każdą złotówkę i idziemy na kompromis. Kalkulujemy co robimy teraz, a co możemy zostawić sobie na następne lata.

Od czasu rozpoczęcia budowy marzymy o prawdziwych wakacjach, czasie na ćwiczenia (mąż), czytanie książek (ja), granie w planszówki (my), oglądanie seriali zimowymi wieczorami, wspólne spacery, wycieczki rowerowe, czyli marzymy o życiu!


A jak to wygląda u Was?


6 komentarzy

  1. cóż dopiero ruszam z budową ale dzieci odchowane i aby nie zalec na kanapie trzeba jakiś cel w życiu mieć.Będą wnuki miały|jak doczekam| gdzie do dziadków przyjeżdżać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super, przynajmniej nie będzie problemu jak duży dom wybudować :D Powodzenia w budowie ;)

      Usuń
  2. Mieszkam od 2 miesięcy, i fakt, to że nie rozwiedliśmy się 3 razy podczass rocznej budowy domu jest spowodowane chyba tylko tym, ze nie było ani czasu ani pieniędzy na adwokata :P
    Dodatkowo nie obce mi są dania gotowe, choć zawsze w piątki robiliśmy sobie z mężem długie gotowanie w domu, wino i odpoczynek po tygodniu prace...
    Wakacje? Niestety były. Mówię niestety, bo ja wolałam wydać pieniądze na kabiny pryszncowe, ale mąż się uparł. WIęc nie mamy kabin do chwili obecnej :P
    I tak, budowa to wieczny kompromis...
    Ale i tak nie zamieniłabym swojego HK1 na nic innego i jestem przeszczęśliwa, że mogę wracać do niego po pracy. Wykańczamy się do tej pory, ale odpadły mi już dojazdy na budowę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieszkamy już 9 miesięcy i nadal bardzo dużo mamy do zrobienia, tzn. mąż bo ja zajmuję się naszym maleństwem :) dlatego też prace nie postępują już tak szybko bo z 4 rąk do pracy zostały dwie :P Ale fakt wracania do własnego domu jest nieoceniony :D
      A jak się mieszka w HK01? Dla nas jest niemal idealny, mimo iż jeszcze do ideału mu daleko, ale może za 2-3 lata będzie wszystko wyglądać tak jak chcę :P

      Usuń
  3. Cudownie jest wiedzieć, że nie TYLKO JA tak miałam... :) myślę o nieprzespanych nocach, kłótniach, wykańczaniu w czasie mieszkania, co powoduje, że de facto dalej żyjemy na budowie... Ale powrót do siebie, to, że wieczorkiem można na tarasie wypić piwko, a w Święta mieć wymarzoną choinkę przy wejściu, jest warte tego wszystkiego:)
    I najważniejsze-dom to ludzie-ewentualnie pies:) a nie ściany...Choć skłamałabym, że kolor nie ma znaczenia:)
    A przy okazji-Spokojnych i rodzinnych Świąt Wam życzę

    OdpowiedzUsuń

Razem tworzymy to miejsce! Będzie mi miło jeżeli na koniec pod wpisem zostawisz komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka :)

TOP