3 maja 2016

Greckie wakacje #4 Kreta

Greckie wakacje na Krecie


Po bardzo spokojnej wyspie Thassos chcieliśmy odmiany w kierunku większej ilości ludzi, przez co padło na bardzo popularną wyspę Kreta. Niestety pomyliłam się z tymi tłumami. Ludzi na Krecie w tym rejonie było jak na lekarstwo. Wakacje miały być w czerwcu, ale wyszło jak zawsze, ponieważ musieliśmy przełożyć nasz wyjazd i znowu padło na wrzesień (2015r.) Dużo osób w tym okresie obawiało się fali uchodźców, jednak Krety ten problem nie dotyczy.

Kreta jest dość sporą wyspą i aby zobaczyć wszystkie atrakcje jakie nam oferuje trzeba byłoby zwiedzać ją na 2, a nawet 3 razy (część zachodnia, środkowa i wschodnia). My zaczęliśmy od strony zachodniej, czyli tej na której znajdują się najpiękniejsze plaże i laguny. Niestety trochę się zawiedliśmy tymi najpiękniejszymi widokami, ponieważ na Thassos taki krajobraz był na każdym kroku, a nie tylko w okolicy lagun.

Zatrzymaliśmy się w Kissamos. Wybór miejscowości nie był przypadkowy - miało być blisko do laguny Balos, Falasarny i Elafonisi, czyli miejsc z których słynie zachodnia część Krety. Wybraliśmy hotel Sunny Bay, który mimo iż był bez szału to też nic nie mogliśmy mu nic zarzucić. 



Hotel był dobrze położony, a plaża przy nim była lepsza niż w pozostałej części miasta. Blisko do centrum i do Naya Beach Bar, gdzie głównie spędzaliśmy czas. Plaża w Naya jest najładniejsza w całym Kissamos, do tego darmowe hamaki, tanie i pyszne jedzenie oraz bardzo sympatyczna obsługa. 







Na Krecie spędziliśmy 11 dni - wystarczająco by pozwiedzać i zdążyć się wynudzić. W planach mieliśmy wynajęcie samochodu i samodzielne zwiedzanie wyspy. Niestety nic z tego nie wyszło ponieważ ceny wynajęcia były wysokie (dużo wyższe niż na pozostałych wyspach), a ponadto niesympatyczna obsługa nawet nie bardzo kwapiła się by w ogóle nam coś wynająć. Ostatecznie wykupiliśmy jedną wycieczkę w biurze Itaka, na Balos wykupiliśmy wycieczkę w okolicznym biurze, a do Chani i na Falasarnę pojechaliśmy autobusem.

Rejs na Balos obejmuje nie tylko lagunę, ale również niezamieszkaną i niedostępną od strony lądu wyspę Gramvousa, która jest przepiękna i zrobiła na mnie dużo większe wrażenie niż laguna Balos. Warto się wspiąć na górę, gdzie znajdują się ruiny twierdzy. 
Niestety nie obyło się bez drobnych nieprzyjemności. Po pierwsze autobus, którym jechaliśmy na port zrobił sobie długi postój w połowie drogi i ledwo zdążyliśmy na prom. Po drugie wykupując bilet w biurze nikt nie raczył nas poinformować, że to nie jest bilet i tak trzeba będzie się ustawić do długiej kolejki do kasy w porcie, by wymienić tą kartkę na właściwy bilet, po czym w kasie okazało się, że trzeba jeszcze uiścić opłatę klimatyczną. Nie tylko my nie byliśmy przygotowani na takie niespodzianki...Po trzecie prom okazał się wielkim molochem do którego wpuszczono więcej ludzi niż powinni. Osób było znacznie więcej niż miejsc siedzących, przez co był duży ścisk. Tak więc już na samym początku byliśmy mocno zniesmaczeni całą sytuacją. Na całe szczęście piękne widoki nam to poniekąd wynagrodziły.


Gramvousa




Laguna Balos





W Itace wykupiliśmy wycieczkę "Elafonisi", która obejmowała kolejno:
- kapliczkę Agia Sofia, która znajdowała się w grocie. Mieliśmy wrażenie, że ta "atrakcja" to nic innego jak taki wypełniacz czasu.



- plażowanie na przepięknej lagunie Elafonisi. Plaża w Elafonisi z pewnością ładniejsza od laguny Balos, ale też i większe na niej tłumy. Gdzieniegdzie widać słynny różowy piasek, a życie morskie jest tu bardzo bogate, więc idealne miejsce na snorkeling. Niestety to jedyne zajęcia jakie mam z tego miejsca - zauroczeni widokami, zapomnieliśmy o robieniu zdjęć :P





- Moni Chryssoskalitissa, czyli klasztor Matki Boskiej od Złotych Stopni. I tu kolejne rozczarowanie. Monastyr ten nawet w części nie umywa się do tego na Thassos.





- najstarsze drzewo oliwkowe na świecie. Jakby nie wielki kult wokół tego drzewka to nawet byśmy na nie nie zwrócili uwagi :P.



Autobusem wybraliśmy się do Falasarny. Niestety nie zabawiliśmy tam długo, bo były takie fale, że nawet nikt nie wchodził do wody. Jak dla mnie trochę przereklamowane miejsce, zwykła piaszczysta plaża -  ot co.




Do Chani wybraliśmy się aż dwukrotnie ponieważ nie da się przejść wszystkimi jej uliczkami w jeden dzień, szczególnie jeżeli chcecie odwiedzić jeszcze muzea, których jest kilka. My odwiedziliśmy Muzeum Morskie i Muzeum Archeologiczne. Tego pierwszego nie polecam. Nawet jeżeli kosztuje kilka euro to tam nie ma nic ciekawego, a w dodatku nie wszystkie podpisy są w języku angielskim (duża część była w grece) - to co widać na zdjęciu to praktycznie wszystko co tam znajdziecie :P. 




Muzeum archeologiczne już jest ciekawsze, ale bez większego szału. Jako, że był w nim zakaz robienia zdjęć to nie przedstawię Wam jego zawartości. Chanię naprawdę warto zwiedzić i pospacerować wszystkimi uliczkami. Przy pierwszej wizycie zrobiła na nas ogromne wrażenie - mieszanina wpływów weneckich i arabskich widoczna jest na każdym kroku. Warto też udać się do parku, w którym widziałam największego figowca w życiu. Polecam również udać się na zakupy do Chania Market. Ceny niższe niż w sklepikach przy portowych uliczkach, a i spotkaliśmy przesympatyczną panią z Polski, która mieszka tam już kilkanaście lat. Poczęstowała nas miodowym raki, po czym pożałowaliśmy, że kupiliśmy jej tak mało, bo zdążyliśmy ją wypić jeszcze na Krecie. takiego pysznego raki już nie udało nam się nigdzie indziej kupić.




  

                          









W samym Kissamos ciężko kupić jakieś pamiątki, bo trzy sklepy na krzyż, ale za to knajp do wyboru na każdy dzień. My polecamy tawernę Cellar, gdzie kelnerzy troszkę mówią po polsku i nawet menu jest w naszym ojczystym języku oraz tą przy fontannie, gdzie jadłam najlepsze jak do tej pory souvlaki. 



Samej miejscowości Kissamos jednak nie polecam, plaże nieciekawe i wieje straszną nudą - nie żebym marzyłam o dzikich tłumach, ale po prostu jest znacznie przyjemniej, gdy wieczorową porą tawerny tętnią życiem. 

W pierwszym dniu były bardzo duże fale, ale później morze było już spokojne


Tak wygląda warsztat w Grecji 
Wśród zabudowy można znaleźć takie urocze kapliczki
Największa atrakcją było stado baranów na które mieliśmy widok z balkonu naszego hotelu :P




Na początku postu pisałam, że Kretę należałoby zwiedzić na 2 albo 3 razy, ale jakoś nie mamy ochoty na dalsze penetrowanie wyspy - skoro zachodnia część słynie z najpiękniejszych plaż i widoków. Nas wyspa nie urzekła i z pewnością są ciekawsze miejsca do zwiedzenia, jak choćby wspominana już przeze mnie wyspa Thassos.

2 komentarze

  1. Ale widoki!:) I ta woda, marzenie.. nie wspominając o jedzeniu;)
    Nie miałam niestety okazji być w Grecji, ale chciałabym bardzo. Podoba mi się, że opisałaś że tylko pozytywy, ale i to co Ci się nie podobało. Dzięki takim informacjom można zaplanować wycieczkę tak, by nie marnować niepotrzebnie czasu i pieniędzy lub uniknąć niepotrzebnego zamieszania, jak choćby to z promem. Świetnym bardzo przydatny post. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :* Mam nadzieję, że już niedługo uda Ci się zwiedzić Grecję bo warto. Nam najbardziej przypadła do gustu Thassos ze względu na spokój i niesamowite widoki, ale na Rodos woda w morzu była tak spokojna, że można było spędzić w niej cały dzień :) O negatywnych rzeczach piszę, żeby czytelnik sam mógł stwierdzić, czy chce tam jechać bo takie rzeczy nie mają dla niego znaczenia, czy jednak woli bardziej luksusowe kierunki.
      Buźka ;)

      Usuń

Razem tworzymy to miejsce! Będzie mi miło jeżeli na koniec pod wpisem zostawisz komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka :)

TOP